MAŁGORZATA KAROLINA PIEKARSKA

pisarka, dziennikarka

Mężczyzna bez zęba na przedzie

Napisałam o tych chłopakach z gitarą i jak to kobitki na nich lecą, aż zasypaliście mnie listami, że … prawda i nie prawda. Że dziewczyny wolą chłopaków z gitarami, ale czasem zdarzają się wśród owych chłopaków takie chamy, które na to po pierwsze nie zasługują, a po drugie swoją pozycje posiadacza gitary wykorzystują. Znam to. Któregoś dnia zatrzymałam się na pasach, przez które przechodził… „Chłopak z gitarą” z mojej szkoły średniej. Spojrzałam na niego i … rzeczywiście! Uświadomiłam sobie, że napisałam o dziewczynach, mających bzika na punkcie muzyków, a nie napisałam o muzykach, którym się wydaje, że tego bzika na ich punkcie ma każda kobieta napotkana na drodze. Ów przechodzący przez pasy łysiejący grubasek kilkanaście lat temu był pięknym, długowłosym, rozśpiewanym i … zawracającym w głowie dzikiemu tłumowi panienek młodzieńcem. Oczywiście wyrósł z niego muzyk i … niezły bydlak, który prawie zawsze wykorzystywał zakochane w sobie naiwne panienki.

Wielu muzyków uważa się za tak wspaniałych facetów, że mogą kobiety traktować jak przedmiot. Oczywiście rzecz najczęściej dotyczy tych, którzy gwiazdami chcieliby być, ale nic im z tego nie wychodzi. Tak jest też z grubym, łysiejącym ex idolem. Płyty nawet nagrał, ale cóż z tego? Cham będzie zawsze chamem.

On to jednak nic. Trafiłam kilkakrotnie na innych znacznie gorszych i na własnej skórze przekonałam się co mają w głowach. Od kiedy sięgam pamięcią miałam łatwość w nawiązywaniu znajomości. Co wyjazd masa znajomych. Do dzisiaj nie ma miasta, w którym kogoś bym nie znała. Z jedną kumpelą taka przyjaźń trwa już ponad dziesięć lat, a mieszkamy 200 kilometrów od siebie.

To było chyba po 3 klasie szkoły średniej, kiedy pojechałam na wakacje na FAME do Świnoujścia. Dziwne to były czasy, alkohol podawano od 13, do każdej kupowanej butelki piwa trzeba było zakupić koreczek z żółtego sera, paczka popularnych z zapałkami i drewniana fifka kosztowała 20 złotych, zapalniczka była rarytasem podobnie jak ciepła woda na polu namiotowym. Już pierwszego dnia, gdy ze świeżo rozbitego namiotu wystawał tylko kawałek mojego blond łba, ktoś mnie trącił. Podniosłam wzrok, a tu stoi facet z gitarą w ręku, z 3 zębami, bo resztę albo zgubił albo tak sczerniały, ze gęba wyglądała jak otchłań, do tego miał na nogach tylko skarpetki w kolorze brudnym i z wielką ilością dziur. Nie pamiętam czy zdążyłam spytać o co chodzi, ale pamiętam, że usłyszałam pytanie:
– Ty! Blondyna! Chcesz ze mną żyć?

Chyba tego samego roku w czasie festiwalu bluesowego w Sopocie wlazłam podczas koncertu do kawiarni pod sceną sopocką (kumple mieli zespół i brali udział w konkursie stad i ja w tym miejscu). Stanęłam grzecznie w kolejce po żarcie. Nagle ktoś mnie puknął, a kiedy się odwróciłam to wraz z potwornym odorem alkoholu usłyszałam zdanko:
– Chodź ze mną. Musisz to nieźle robić. Ja też jestem niezły. Mam nadzieję, że wiesz kim jestem.

Oczywiście, że wiedziałam kim jest ten pan. Gdybym była świnia i mściwa to bym nawet napisała. Podałabym również nazwisko znanego gitarzysty, z którym się pobiłam, bo w niecnym celu przyciskał mnie do ściany w ciasnym korytarzu.

Tegoż samego roku w Olsztynie na nocach bluesowych znajomi przedstawili mi swojego kumpla grającego na harmonijce ustnej i namówili go, by mi wytłumaczył jak się gra na harmonijce. Jednak ów wirtuoz spojrzał mi w oczy i powiedział:
– Wszystkiego cię nauczę moja mała.

Ale … to „wszystko” nie było tym, na co ja miałam ochotę. Na szczęście 3 lata biegania przez płotki i kilka lat tańczenia w ognisku baletowym nauczyły mnie wysoko zadzierać nogi. Facet zyskał fioletowe okulary i kratkę tenisówek na policzku. A ja zaczęłam starannie unikać „chłopców z gitarami”. Najśmieszniejsze jest jak spotykam niektórych po latach jako dziennikarz…

Z jednym takim miałam jakiś rok temu wywiad. Ów podstarzały młodzian kolejny raz debiutuje. Spojrzał na mnie i zjarał cegle. Pomyślałam sobie: „Tu cię mam chamie” i spytałam:
– Co tam słychać dawnośmy się nie widzieli?
– Przecież widzimy się pierwszy raz w życiu.
Nie zdążyłam nawet nic odpowiedzieć, gdy odezwał się jego kumpel:

– Cześć Gocha! Nic się nie zmieniłaś! Niedawno wspominaliśmy jak to my nie mogliśmy nic zarobić graniem bluesa, a tyś zgarnęła półtora tysiąca grając na molo na drewnianym flecie piosenki z dobranocek!

Nigdy nie miałam wielkiego powodzenia. Zagrywki wyżej wymienionych były swoistym pędem facetów do przelecenia jakiejkolwiek nieletniej, którą wówczas byłam. Mój wygląd nie miał dla nich znaczenia, że o przymiotach duszy nie wspomnę. Wszystkie moje rówieśnice to przeżywały i do dziś większość nastolatek się z tym spotyka. (Kinga – współczuję!) A ja … cóż, wtedy właśnie doszłam do wniosku, że 90% chamów składających niedwuznaczne propozycje bez przyjrzenia się kobiecie to przysłowiowi faceci z gitarą. I nie dociera do nich, że kobiety owszem być może wolą muzyka od elektryka, ale to ma być muzyk, a nie byle jaki obdartus w brudnych skarpetach i bez zęba na przedzie!

Najgorsze jest jednak to, że czasami trafiają się naiwne i ulęgają. Zwłaszcza w wakacje! Ale to już inna historia.

***

Ps. Pewnie was ciekawi czemu ja nie uległam? Czy taka mądra strasznie byłam? Sama nie wiem. Wiem, że słałam kartki do niejakiego Rafała, który zaprzątał wszystkie moje myśli, a wcale nie był muzykiem. I jeszcze go inne bardziej interesowały. Więc ja: Buuuu!

Ps.2. Domyślam się, że ciekawią was nazwiska, które są ukryte we Wzrockowisku. Nic z tego! Teraz wy: Buuuu!

Ps.3. Ten felieton dedykuję pewnej czytelniczce, która napisała mi długi list o pocałunkach chłopaka z gitarą. Moja droga, czy to nie jest aby mężczyzna bez zęba na przedzie?

COGITO 12/2000 (136)

Print Friendly