MAŁGORZATA KAROLINA PIEKARSKA

pisarka, dziennikarka

Pigułki od Ringo Starra

Co jakiś czas dostaję listy, w których dziewczyny piszą, że kochają na zabój jakiegoś artystę. Kochają tak, jak kobieta mężczyznę. Czasem obiektem westchnień jest Michał Wiśniewski, czasem Robert Gawliński, a czasem inni. Nawet ci, którzy nie żyją! Ostatnio czytam więcej takich listów, a wszystko za sprawą cogitowej rubryki „Fani i Idole”. Czasem aż za głowę się łapię. I tak się zastanawiam… Niby w pewnym wieku jest to zachowanie normalne. Tylko czy nie jest trochę … idiotyczne?

Jestem wielką marzycielką, ale marzenia lubię realizować. Dawno wykreśliłam więc ze swojej listy marzeń: bycie królową, żołnierzem, a nawet to, co w pewnym momencie mogłam zrealizować, czyli bycie baletnicą lub płotkarką. O ślubie z „panem z plakatu” nie marzyłam nigdy. Kiedy wraz z koleżankami należałyśmy do Fan-Clubu Beatlesów, któraś zaproponowała pisanie powieści o naszych ulubieńcach. Najbardziej lubiłam Ringo Starra, więc pisałam wymyślone jego przygody. Podobne do tych, jakie służyły za kanwę scenariuszy filmów A hard day`s night i Help. Kiedy pewnego dnia postanowiłyśmy przeczytać na glos swoje „wypociny” okazało się, że koleżanki napisały romansidła z sobą i swoimi idolami w rolach głównych. Ponieważ jednak wszyscy Beatlesi byli żonaci, więc… niektóre kumpele swoich idoli rozwiodły, a inne pouśmiercały im żony. Pamiętam, że żona McCartney`a – Linda Estman (dziś nieboszczka) jako starsza o kilka lat od Paula, w powieści mojej koleżanki umierała ze starości. Zaś John Lennon (wprawdzie już wtedy był nieboszczykiem, ale w literaturze przecież wszystko jest możliwe) również zostawał wdowcem, gdyż Yoko Ono dosięgała jakaś japońska zemsta. Jedynie George Harrison rozwodził się. Rzucał żonę dla jednej z moich koleżanek. Oświadczał się jej grając na sitarze i śpiewając Hare Kriszna. Moją powieść o przygodach Ringo dziewczyny uznały za słabą. Wątku miłosnego w niej nie było. Ale cóż… nie potrafiłam napisać książki o swoim romansie z ulubionym Beatlesem. Wolałam widzieć w roli „mojego Romea” Rafała – kolegę z klasy. Był bardziej realny. I nawet odwzajemniał uczucia.
Kilka lat temu przeprowadzałam (dla Cogito zresztą) wywiad z Piotrem Łukaszewskim z IRA. Opowiadał mi o listach od fanek. Listach, które go żenują. Wprawiają w zakłopotanie. Mówił, że z jednej strony są to listy przyjemne, bo łechcą męska próżność, ale … głupio mu je czytać. W tych listach fanki opisywały mu scenariusze całych romansów jakie z nim przeżywają. Że przypadkiem spotykają chłopaków w trasie. „Stałam na szosie nagle nadjechałeś ty” – pisała jedna. Ale bardziej wrył mi się w pamięć tekst, który brzmiał mniej więcej tak: „Jest już późno. Leżę w łóżku. Przed sobą mam twoje zdjęcie, a moje ręce wędrują wiesz gdzie.”
Ślub z idolem zdarza się. Jak przyznaje żona Roberta Gawlińskiego – Monika, najpierw była wielką wielbicielka jego talentu, a dopiero potem narzeczona i żoną. Najsłynniejszym takim ślubem „fanki” i „idola” był ślub nie rockowy, a literacki. Mam tu na myśli Honoriusza Balzaka i jego wielbicielkę Ewelinę Hańską. To wszystko należy jednak do rzadkości.
Nie wiem co się dzieje z fanką Piotra, która patrząc na jego zdjęcie trzymała ręce pod kołdrą i wykonywała nimi „tajemne” czynności. Nie wiem też co dzieje się ze wszystkimi moimi koleżankami – autorkami beatlesowskich romansideł. Wiem natomiast coś o jednej z nich. Do dziś jest starą panną. Nawiedziła mnie ostatnio w redakcji budząc powszechne zainteresowanie swym wyglądem – samotnej dziwaczki. Może jest sama dlatego, że pisała o tym jak to bierze ślub z Lennonem? A jak wiadomo to w żaden sposób nie jest niemożliwe?
Cieszę się, że nie pisałam powieści z sobą i Ringo w roli kochanków. Cieszę się, że wzdychałam do kolegi z klasy. Bo kiedy ostatnio byłam w domu sama i chora to on przywiózł mi lekarstwa. Na Ringo Starra nie mogłabym w tej kwestii liczyć. I nie tylko dlatego, że nie mieszka w Polsce. Gdzie by nie mieszkał znaleźć go byłoby trudno. Idole strzegą swojej prywatności szczególnie przed zakochanymi fankami, które chcą wyjść za nich za mąż. Często bowiem mają ich tyle, że musieliby się ciągle żenić i rozwodzić. A który facet to wytrzyma?
I tylko mi żal, że tę wyśmianą przez zakochane koleżanki-fanki powieść o przygodach Ringo Starra zapłakana wrzuciłam do ogniska. Było tam zdanie: „zgasił światło i siedział po ciemku.” szkoda, że nie pamiętam co działo się dalej. Pewno dziś umarłabym ze śmiechu.
I takie drobne pytanie. W idolach kochają się głownie dziewczyny. Chłopcom zdarza się to rzadko, choć kilka artystek opowiadało mi o facetach proponujących małżeństwo. A i ja kiedyś otrzymałam list od czytelnika, który spytał czy jestem wolna. Potraktowałam to jako żart. W końcu wtedy też zbliżał się prima aprilis. Ale czemu niektóre baby mają takiego świra? Może wy mi odpowiecie?

COGITO 6/2002 (172)

Print Friendly, PDF & Email