MAŁGORZATA KAROLINA PIEKARSKA

pisarka, dziennikarka

2017-02-06 – „Irena Tuwim. Nie umarłam z miłości”

Anna Augustyniak
„Irena Tuwim. Nie umarłam z miłości”
Wydawnictwo: Trzecia Strona

Jakże nasza mowa byłaby uboga bez ciebie Ireno Tuwim

To pierwsza myśl, która przyszła mi do głowy, gdy przeczytałam jej biografię zatytułowaną „Nie umarłam z miłości” autorstwa Anny Augustyniak. Myślę, że wszyscy wychowani na Kubusiu Puchatku, którego polskie imię stworzyła przecież Tuwimówna, nie zdajemy sobie sprawy jak bardzo napisane przez nią zdania, będące przecież swobodna interpretacja prozy Milne’go wrosły w nasz język. Często mówimy o „krewnych i znajomych królika”, a jak już przekąszamy to z reguły „małe conieco”. Nie zastanawiamy się, że to wszystko zawdzięczamy jej. Żyjącej w cieniu wielkiego brata tłumaczce największych dzieł światowej literatury dziecięco-młodzieżowej, niedocenionej poetce. Jej przygoda z tłumaczeniem zaczęła się zresztą od tego, że zlecenie na tłumaczenie „Złotego kluczyka” Aleksieja Tołstoja przyjął Julian, ale nie mając czasu poprosił Irenę o pomoc. I tak została tłumaczką przekładając potem na polski niezwykle ważne dzieła literatury światowej jak np. „Chatę wuja Toma” Harriet Beecher Stowe, czy „Gałkę od łóżka” Mary Norton.

Książka „Nie umarłam z miłości” to ciekawa podróż do świata sprzed II wojny światowej, okresu samej wojny i czasów powojennych. Irena Tuwim, młodsza siostra Juliana Tuwima, też tworzy. Żyje jednak niejako w cieniu brata. Jej przyjaciółka Irena Sterling pisze do niej pewnego dnia w jednym z listów: „Chyba wiesz, że zawsze byłam wielbicielką Twojego talentu. Julek pół żartem, pół serio często mi mówił, że ja właściwie uważam, że Ty masz więcej talentu od niego. Jest w tym troszeczkę prawdy, myślę, że gdybyś nie była kobietą zagmatwaną w swoich osobistych sprawach – byłabyś wielkim pisarzem.”

Augustyniak, opierając się na korespondencji między rodzeństwem, wspaniale kreśli relacje między Ireną a Julianem. Opowiada też o jej relacjach z mężczyznami. O pierwszym małżeństwie ze Stefanem Napierskim i wielkiej miłości, która spadła na nią, jak grom z jasnego nieba w postaci drugiego męża Juliana Stawińskiego, o którym mówiła, że „byli stworzeni dla siebie”, a on „był niejako jej busolą”. W książce sporo jest historii związanych z żydowskim pochodzeniem Tuwimów. Nic dziwnego, w końcu to Tuwim w 1944 roku w Londynie napisał „My, Żydzi polscy”, a przecież przed wojną był atakowany zarówno przez Polaków za „zażydzanie” polskiej literatury, jak i przez Żydów za zdradę i wybranie polskości. Wszystkie opisane przez Augustyniak historie uświadamiają czytelnikom, że Żydzi Polscy to kawał polskiej historii i polskiej literatury. Ich niesamowity patriotyzm, chęć powrotu do zrujnowanego wojną kraju, bo Warszawa potrzebuje rąk do pracy, które ją odbudują poraża. Zwłaszcza dziś, gdy tylu młodych ludzi ucieka na zachód, by polepszyć swój los. Warto zanurzyć się w biografię Tuwimówny z wielu powodów – żydowskich, literackich, ale też i… kobiecych. John Lennon śpiewał, że kobieta jest Murzynem świata, bo dźwiga na swoich barkach niemal wszystko. Czyżby znał życiorys Ireny Tuwim?

Małgorzata Karolina Piekarska

Print Friendly, PDF & Email