MAŁGORZATA KAROLINA PIEKARSKA

pisarka, dziennikarka

Biednemu grosz, a sobie koncert

„Ta Wielka Orkiestra to coś wspaniałego. Można za darmo obejrzeć wielkie gwiazdy. No, może nie do końca za darmo. Najpierw trzeba zapłacić haracz sępom Owsiaka. Ale wystarczy dać grosz, przypiąć serduszko i każdemu następnemu napotkanemu mówić, ze już się dało i się więcej nie ma.”
Z trudem przeczytałam ten list do końca. Sieknęło mnie. Niby poprzedniego dnia szlag trafiał mnie z powodu Zielonej Góry, w której wielcy artyści odmówili udziału w koncertach WOŚP ze względu na zbyt niskie gaże. Większość ludzi myślała, że tego dnia artyści grają za darmo. Ja z kolei myślałam, że grają za “co łaska” plus zwrot kosztów. A tu okazuje się, że WOŚP to okazja do zarobku dla wielu. Jedni chcą kasy za koncerty, drudzy wejść na nie za darmo, a raczej za grosz, bo można potem “przypiąć serduszko i każdemu następnemu napotkanemu mówić, że już się dało i się więcej nie ma.” Ale list Lilki był gwoździem do przysłowiowej trumny.
Bo Lilka napisała w nim jeszcze, że nie wierzy Owsiakowi. “po tym co zrobił na Woodstocku, po nachalnej reklamie jego głupawego filmu i demolce uważam, ze on tylko siebie promuje. A z tej orkiestry to tylko część daje na te zbożne cele. Reszta jest jego. Ale nikt mu tego nie będzie nawet próbował udowodnić. Bo Owsiak zdaniem wielu jest wielki.”
Ja też nie do końca ufam wszystkim zbiórkom charytatywnym, ale myślę sobie. Jeśli daję 10 złotych i choć złotówka z tego trafi tam gdzie według obietnic ma trafić będzie to lepiej niż gdyby potrzebujący nie dostali nic. Uważam jednak, ze jeśli ktoś ma takie zdanie o Owsiaku jak Lilka powinien mieć odrobinę wstydu i tego dnia nie wyściubić z domu nawet nos, a nie iść na koncert na krzywy ryj. To znaczy przepraszam. Chylę czoła. Zwracam honor… Iść na koncert za… grosik.
Są rzeczy w owsiakomanii, które mnie wkurzają. Między innymi to, że nagle tego dnia wszyscy dziennikarze starają się mówić tak jak Owsiak. Wkurzają mnie ludzie, którzy obnoszą serduszka w klapach jakby chcieli pochwalić się, że dałem i taki ze mnie dobry człowiek. Jakby ta nasza dobroczynność i filantropia były na pokaz. A przecież łatwo jest dać raz w roku parę groszy, czy ten grosz, by zamknąć gębę tym co to z puszkami latają (że sobie pozwolę na złośliwość), ale o wiele trudniej jest być miłosiernym przez 365 dni w roku.
Na kilka dni przed finałem Orkiestry przygotowywałam dla telewizji reportaż o tym jak reagujemy na potrzebujących na ulicy. Po 5 godzinach stania z kamerą na mrozie i obserwowania jak przechodzimy obojętnie obok ślepego, który zbiera na psa przewodnika (“Tylko na psa zbieram, bo mi po 14 latach zmarł na raka”) i ślepej bezdomnej staruszce (“mam siedemdziesiąt pięć lat. Czekam na mieszkanie, a teraz to tak na kanapki, skarpetki zbieram.”) podeszła wreszcie jakaś pani w lisach i dała tej bezdomnej złotówkę. Ślepy nie doczekał się datku i zrezygnował. Na dworze było minus 15 stopni mrozu. To było przed Pałacem Kultury. Kilka dni później w tym samym miejscu piętnaście tysięcy ludzi z serduszkami w klapach wiwatowało, śpiewało i puszczało światełko do nieba. Bo nadszedł wreszcie ten dzień, kiedy oficjalnie stajemy się miłosierni.
Ktoś może powiedzieć, że publikując list Lilki nadużyłam jej zaufania. Ona mnie nim obdarzyła, a ja publicznie piętnuję jej zachowanie i pokazuję skryte myśli. Ale… nie zależy mi na sympatii takiego czytelnika. Może zresztą (mam taką cichą nadzieję) po przeczytaniu tych słów coś zrozumie. A może wy do niej napiszecie?
I tylko jednego żałuję. Że utajniono dane artystów, dla których stawki proponowane przez WOŚP były zbyt małe. Błąd. O tym powinna wiedzieć cała Polska.

COGITO 3/2004 (211)

Print Friendly