MAŁGORZATA KAROLINA PIEKARSKA

pisarka, dziennikarka

Witek, paluszek i patyczek

Przyjechał do mnie mój kuzyn z Radomia Jacek – największy jajcarz w rodzinie! Co kilka dni dostaję od niego na komórkę śmieszne lub głupawe sms-y, choć zdawać by się mogło, że jest to rozrywka dwunastolatków. Tymczasem nic z tych rzeczy! Jacek dawno przekroczył 50-tkę i ma syna w wieku maturalnym, ale śle mi wierszyki o Bin Ladenie, wypięte tyłki reniferów (?????) i cycki szczęścia (??), których rozesłanie do 5 osób gwarantuje udany seks w 2002 roku! Jacek przywiózł mi kasetę Pana Witka, zatytułowaną Gość z Atlantydy! Pana Witka widziałam kilkukrotnie w przejściu podziemnym koło warszawskiego metra, słyszałam od znajomych, że grywał na molo w Sopocie, ale nie wiedziałam, że wytwórnia “Biodro Records” wydała mu płytę!

fot. Małgorzata Karolina PiekarskaOd Jacka dowiedziałam się, że Pan Witek na razie przebywa w Radomiu. Tamże podarował Jackowi kasetę, a na dodatek dał się zaprosić mojemu bratankowi Tomkowi do jego dziewczyny – licealistki, gdzie dał koncert, który wprawił wszystkich licealistów w dobry humor. Pan Witek nie jest artystą, którego można łatwo zdefiniować. Gdy napiszę, że nie umie grać, bo mu gitara nie stroi; że śpiewa z dziwną dykcją, bo nie ma zębów; że teksty jego budzą śmiech, płacz, grozę i wszystko na raz – to i tak nie napiszę prawdy o Panu Witku. To po prostu trzeba usłyszeć! Przy kasecie Pana Witka odbyło się już kilka imprez. Ilekroć znajomi łapali doły przy Kasecie Gościa z Atlantydy atmosfera oczyszczała się natychmiast. Pieśń o moim koniu niektórzy znajomi opanowali w przyspieszonym tempie, choć zaśpiewać refren tak, by nie zacząć rechotać nikt nie był w stanie! No, ale cóż… gdy artysta śpiewa: “mój koń / nie mieści mi się w dłoń / mój koń / polubił cipci woń” nikt, kto tego słucha nie może chyba być poważny! Przeróbka znanego Hitu Chłopców Z Placu Broni O Ela! Wycisnęła łzy śmiechu z moich najbliższych, a wszystko dlatego, że oryginał mój chłop śpiewa przy goleniu. A tu… w wykonaniu Pana Witka ów hit brzmi: “Gdy wino stawiałem na twoim kolanie, myślałem, że będę mieć fajne kochanie / lecz ono spadło i się rozbiło / nie wytrzymałem walnąłem cię w ryło / O! Ela! / Niech cię jasna cholera! / naucz się wreszcie kochanie / że bez wina mi nigdy nie staje.”
Pan Witek cieszył wszystkich moich znajomych. Może dlatego, że łączy ich jedno – są sobą. Tak więc brakowało mi śpiewu i klimatu Pana Witka kiedy przed kilkoma dniami byłam z wizytą u koleżanki, gdzie pojawiła się masa osób, których towarzystwo potwornie mnie zmęczyło. Dlaczego? Ano były wśród nich dziewczyny, ekscytujące się profesjami ludzi, którzy w danym miejscu się znaleźli. “Patrz! to jest prezes firmy X!” choć druga nagle odparła: “ja też jestem prezesem! Mam działalność gospodarczą!” Po chwili dziewczyny zaczęły opowiadać o najnowszych trendach w modzie, potem rozprawiały głośno kogo to ostatnio poznały osobiście i jaki kto jest be! (Ten zarozumiały, ten tłusty, tamten siwieje!) Po chwili jedna … pochwaliła się, że kiedyś wraz z Natalią Kukulską należała do jakiegoś klubu tańca i Natalia tańczyła gorzej! To jednak było jeszcze nic! Wymiękłam dopiero wtedy, gdy panienki zaczęły wąchać się nawzajem, porównując przy tym perfumy i dyskutując, który zapach elegantszy. A jakby tego było mało opowiadały, że aby zachować dobrą figurę należy co jakiś czas pójść na taki zabieg, jakim jest czyszczenie okrężnicy – wszystkie znane modelki to stosują! (Tu padły nazwiska!) Aktorki też czyszczą okrężnice, pozbywając jelita złogów! No i piosenkarki! Te również to robią! Jedna z dziewczyn objadając się koreczkiem z oliwką opowiadała, że przy takim zabiegu można z organizmu wydalić wieeeelką kupę, która może nie zmieścić się w sedesie! Ale dzięki temu jest się chudszym! Opadły mi ręce! Babka obżera się koreczkiem z oliwką i serkiem żółtym i opowiada o … kupie! Zupełnie jakby miała 8 lat! Do tego nagle zażądała zmiany muzyki. Jak to wyjaśniła: “Kulturalni ludzie nie mogą bowiem słuchać tandetnych pioseneczek dla mas.”
Przyznaję, że bywam złośliwa, a zwłaszcza gdy mam do czynienia z irytującym snobizmem. Te trzy damulki wyjątkowo mnie zirytowały, więc… spytałam, czy nie mają ochoty na awangardową twórczość sopockiego barda w osobie Pana Witka, który wykonuje na przykład Pieśń o moim koniu oraz taki utwór jak: “To były piękne dni / pamiętam jak dobrze zrobiłaś mi / za oknem padał deszcz / płakała cała wieś / a ty mówiłaś / Witek bierz co chcesz.” zapanowała cisza. Oczywiście panny próbowały się ratować wymuszonym rechotem. Nie wiedziały jak się zachować. W końcu powiedziałam, że to jest rzecz z płyty wydanej oficjalnie (sic!), a to przecież takie niepoetyckie! Gdzież tu egzystencjalizm Shopenhauera (Szopen miał Fryderyk na imię!), gdzież literatura piękna, gdzież miejsce na opowieściach o rozdaniu nagrody Nobla i wieściach z haute couture? “Podobno jesteś dziennikarką? Co tam słychać w telewizji?” – próbowała zmienić temat jedna z nich. Odparłam, że czasem słychać spuszczanie wody w telewizyjnej toalecie, a czasem ktoś na korytarzu gazy puszcza i oddaliłam się do domu, łapiąc na odchodne zmęczone spojrzenie gospodyni, oznaczające: “Nie wiem, kto je tu przyprowadził”. “Wiesz, kiedy się trzyma kieliszek w ręku to niekulturalnie jest odginać mały paluszek!” – usłyszałam w drzwiach. To jedna z nich pouczała drugą. A każda męczyła się. Nikt nie mógł być sobą… Może dlatego, że udawały kogoś kim nie były?
Od razu przypomniało mi się zdanie autorstwa Zeneidy Zamoyskiej wyczytane w książce Arystokracja: “Im wyższa klasa człowieka, im większego luksusu zaznał, im z wyższego rodu pochodzi, tym mniej boi się brykającego konia i tym mniej boi się brykającego życia. Moja ciotka, Róża Tyszkiewiczowa została zmuszona w czasie działań wojennych do przejścia przez bagno, a była wielką dama i panią już w starszym wieku. Pytano ja potem: jak ciocia to zrobiła? Na to miała jedna odpowiedź: Chyba mnie dość dobrze wychowano.”
Od razu też zatęskniłam za wspomnieniem wigilijnej imprezy w akademiku na KICu. Zaprosiła mnie koleżanka. Na wstępie ktoś kilkanaście razy zdzielił mnie własnym biodrem w tyłek i wykrzyczał do ucha: “we wish you a marry christmas”, po czym zorientowawszy się, że widzi mnie pierwszy raz na oczy zawył: “Ale wstyd! Myślałam, że to Ewa!” Jednak co miałam powiedzieć ja, która popłakałam się ze śmiechu i tchu złapać nie mogłam, bo o to kilka razy wylądowałam nosem na ścianie? Tutaj nikt nie był sztuczny. Nikt ni czego nie udawał. A gdy jedna z dziewczyn, która pierwszy raz widziała na oczy rolmopsa zjadła go wraz z patyczkiem, wszyscy ze śmiechem, ale bez złośliwości zaproponowali, że dadzą jej swoje patyczki pozostawione na brzegach talerzy. “Może ty jesteś kornikiem?” Nikt nie protestował przeciwko lecącym z magnetofonu piosenkom świątecznym, a płyta Gość z Atlantydy oczekiwała na swoją kolej.
Kaseta i płyta Pana Witka są trudne do dostania. W wytwórni powiedzieli mi, że rozszedł się cały nakład, choć w radio nie sposób to usłyszeć. Wiem, że mój bratanek zapoznawał z tą twórczością swoich znajomych, jego ojciec przy tej kasecie poprawiał sobie humor, a ja… cóż. Za jej pomocą walczę ostatnio ze snobizmem, którego w dzisiejszym świecie pełnego nowobogackich jest niestety coraz więcej. Na snobistycznej imprezie u mojej znajomej problemem był źle odgięty paluszek przy kieliszku, a na poczciwym KICu nie było nim połknięcie patyczka. Co dziwniejsze na paluszek pewnie nikt by nie zwrócił uwagi, zaś dławienia się patyczkiem …. ho ho! Nie sposób go było nie zauważyć!

COGITO 2/2002 (168)

Print Friendly, PDF & Email