MAŁGORZATA KAROLINA PIEKARSKA

pisarka, dziennikarka

2004 r. – Wywiad Edyty Woźnicy

Klasa pani Czajki to chyba pierwsza w Polsce powieść, której bohaterami są gimnazjaliści. Nie jesteś gimnazjalistką, twój syn jest jeszcze w podstawówce. Dlaczego napisałaś powieść o gimnazjalistach?

Właśnie dlatego, że nigdy nie byłam w gimnazjum. Gimnazjum to dwa ostatnie lata mojej podstawówki i pierwszy rok mojego liceum czyli tak naprawdę trzy najważniejsze lata z mojego życia. Uważam, że wiek, między trzynastym a szesnastym rokiem życia jest najważniejszy. Poza tym nigdy nie byłam w gimnazjum, więc chciałam przenieść się tam na kartach własnej książki.

Tak, bardzo intensywny wiek, ale jednocześnie bardzo trudny. Czy nie bałaś się pisać o nastolatkach?

Oczywiście, że się bałam. Dla mnie ten wiek był interesujący, bo w tym czasie krystalizuje się nasza wiedza o nas samych. Zaczynamy się orientować jakie podobają się nam dziewczyny, jacy chłopcy i jakiej jesteśmy orientacji seksualnej. Co nas w ogóle interesuje w innym człowieku….

Czy może jako mama chciałaś trochę oswoić ten trudny czas dorastania, zanim Twój syn stanie się gimnazjalistą? Czy może już masz jakiś sposób?

Nie. Choć oczywiście, jak każdy rodzic dorastającego dziecka boję się problemu alkoholu, narkotyków, prób samobójczych. Już staram się Maćkowi pokazywać różne sytuacje. Bardzo dużo rozmawiamy, razem oglądamy filmy, czytamy gazety i ja to komentuję. Ale też selekcjonuję wiadomości, które do niego docierają. Myślę, że części z nich jeszcze nie jest w stanie pojąć, bo są poza jego percepcją. On sam też to czuje. Twierdzę, że najniebezpieczniejsze w tym przypadku są telewizyjne programy informacyjne. Żaden rodzic nie jest w stanie przewidzieć jaki będzie kolejny nius. W rozmowach na trudne tematy, np. o narkomanii czy alkoholizmie, a mam wśród znajomych alkoholików i znam kilku narkomanów, nie mówię na przykład, że ktoś tam zachorował tylko tłumaczę co zrobił. Nie stosuję jednak metody zakazów, bo zakazany owoc lepiej smakuje. Dlatego nie krzyczę, kiedy chce powąchać piwo lub wziąć tzw. łyka.

Książka jest napisana barwnym, żywym językiem młodzieży, Ty na co dzień nie używasz takiego języka. Nie bałaś się, że fabuła i dialogi mogą okazać się niewiarygodne? Skąd tak doskonale znasz gimnazjalistów i ich język?

Chciałam, żeby był to zarówno język literacki jak i żywy język młodych. Nie myślałam o tym, żeby pisać slangiem młodzieżowym w stylu Masłowskiej, bo chciałam dotrzeć do szerokiego czytelnika, a nie do jakiejś subkultury. Piszę do pism młodzieżowych: Victora i Cogito, kontaktuję się z czytelnikami, dużo rozmawiam z młodzieżą, piszą do mnie listy, e-maile, dyskutują ze mną – oni tak po prostu do mnie mówią.

Czy to, że jesteś dziennikarką ułatwiło Ci napisanie Klasy pani Czajki ? Bo przecież felietony, artykuły to zupełnie inny rodzaj pisania.

Dzięki takiemu zawodowi kontaktuję się z mnóstwem ludzi i poznaję ich historie. W tej książce są opowieści, które usłyszałam lub podsłuchałam. Dzięki temu, że jestem dziennikarką mam szansę poznać świat zupełnie inny niż ten, w którym teraz żyję, czy w którym zostałam wychowana.

Napisałaś powieść o młodzieży żyjącej tu i teraz, czy myślisz, że nastolatek nie jest w stanie sam napisać powieści dla swoich rówieśników?

Nastolatek nie jest w stanie napisać takiej powieści. Pokazał mi to konkurs, który ogłosiłam na dalszy ciąg losów bohaterów Klasy pani Czajki. Oni wszystkie wątki byli w stanie zakończyli w jednym rozdziale, a na dodatek tekst miał pół strony. Nastolatek nie jest w stanie napisać powieści o swoich rówieśnikach ponieważ nie ma dystansu do swojego życia i jest bardzo niecierpliwy. W tym wieku intensywnie się wszystko odczuwa, chce się czytać o wielkiej miłości, o tym jak ją zdobyć, ale z drugiej strony chce się, żeby wszystko to stało się natychmiast.

Czytelnicy Klasy pani Czajki bardzo emocjonalnie podchodzą do tej powieści, dyskutują, dzielą się z Tobą swoimi przemyśleniami. Która z opinii zaskoczyła Cię najbardziej a która sprawiła Ci największą radość?

Największą radość sprawił mi SMS od syna, który wyjechał z książką na obóz harcerski i tam ją czytał. SMS brzmiał: „Właśnie przeczytałem rozdział o tym jak mamie Michała wycinali krtań i bardzo się popłakałem.” To, że potrafię swoim pisaniem rozbawić – wiem. Natomiast zawsze ciekawiło mnie, czy potrafię wzruszyć. Ten SMS powiedział mi, że tak. Był więc jednym z ważniejszych. Potem zresztą wiele osób mówiło mi, że historia Michała i jego mamy bardzo ich wzrusza. Natomiast zaskoczyła mnie wiara czytelników w to, że to co opisuję w książce jest prawdą. Mnóstwo osób odnalazło ukryty w jednym z rozdziałów numer Gadu-Gadu. Jest to numer niby należący do Wojtka, który ja specjalnie ukryłam na kartach książki, by zbadać spostrzegawczość czytelnika. Nagle na ten numer zaczęły przychodzić teksty typu: „cześć Wojtek!” Przypomniało mi to opowieści wielu aktorów, którzy są utożsamiani z graną przez siebie rolą. Okazało się, że wielu czytelników wierzy w to, że gdzieś mieszka Kamila, Maciek, Wojtek i Małgosia. Dla nich znalezienie prawdziwego numeru Gadu-Gadu było nie tylko zbliżeniem się do książki, ale próbą wejścia w życie jej bohaterów. Bo uznali, że jest ono bardziej interesujące od życia ich samych. Jakby zapominali, że na zaledwie dwustu kartkach książki przedstawiłam aż trzy lata z życia całej grupy nastolatków.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Edyta Woźnica
To miało ukazać się na łamach pisma „Edukacja Twojego Dziecka”. Jest to jedyny wywiad, który ze mną przeprowadzono i nie ukazał się nigdzie. Sytuacja o tyle zabawna, że pismo „Edukacja Twojego Dziecka” było wydawane przez wydawcę „Klasy pani Czajki”, a wydawcy powinno przecież zależeć na promowaniu własnego autora.

Print Friendly