MAŁGORZATA KAROLINA PIEKARSKA

pisarka, dziennikarka

Recenzja z portalu kryminalnego

okladkatropiOchrona przyrody, przyjaźń, tolerancja. Pocztówki Wacława Chodkowskiego, historia sztuki i – przede wszystkim – zmyślna, detektywistyczna przygoda. Cenną rzeczą jest, iż – pomimo nawału multimedialnej kultury, wciąż powstają klasyczne „młodzieżówki”, książki szczerze i prosto odwołujące się do najważniejszych, uniwersalnych archetypów.

Dzika, bohaterka książki o takim tytule, to nastoletnia córka Polki i Afrykanina, dziewczyna borykająca się z aklimatyzacją w „białym”, rówieśniczym świecie. Na szczęście pozna harcerza Rafała, który w egzotycznej koleżance ulokuje pierwsze, uczuciowe fascynacje. Tych dwoje wplącze się w kryminalną kabałę, w której międzynarodowy gang oraz egzotyczne zwierzaki odegrają niebagatelna rolę.

W Tropicielach pierwsze skrzypce gra Kuba, chłopak zmuszony zmienić okolicę zamieszkania i siłą wepchnięty w szeregi zastępu Tropicieli. Tłem kryminalnym będą tym razem zaginione pocztówki Chodkowskiego, naszego cenionego malarza, oraz przejmujące, wojenne reminiscencje.

dzikaJeśli wziąć za target przedział wiekowy 10 – 14 lat, rzecz będzie jak znalazł, choć istnieje ryzyko, iż brak „video-posmaku” całości może okazać się dla młodzieży nieco archaiczny. Już sam fakt „harcerskości” może trącić dziś myszką – lecz wart zaryzykować, gdyż Małgorzata Karolina Piekarska bardzo mądrze łączy elementy utartych, „nienackich” toposów przygodowych z dzisiejszą temperaturą. Nie boi się pójść w fotograficzny, młodzieżowy slang („menda”, „zarypiście”, „sorry” i „sorki”…), bez wulgarności i przesadnego weryzmu (nawet niefortunny rozdział Tropicieli pt. Dziwak i dziwka broni się słowotwórczą zgrywą…), także w bardzo inteligentny, z lekka przaśny humor (Jak po pół godzinie nie łapiesz za siekierę i nie walisz babci w łeb, to znaczy, że już cierpliwość sobie wyćwiczyłeś). Detaliczna topografia Saskiej Kępy plus kryminalna zagadka stawiają przed młodym czytelnikiem wyzwanie rebusowych łamigłówek i zachęcają do spróbowania sił we wczesnym zmierzeniu się z zabawą spod znaku „role play”. Dodatkową atrakcją są, przypominające kreskę Simsonów czy Family Guy’a ilustracje Roberta Trojanowskiego.

Najcenniejsze jest tu jednak uchwycenie tej pierwotnej, często dziś nieobecnej, bo zabitej zbyt wczesnym cwaniactwem, gimnazjalnej naiwności dorastającego człowieka. Człowieka, który tak naprawdę na „zepsucie” narażony jest nie tyle ze strony abstrakcyjnego świata pstrokatej cywilizacji, lecz ze świata dorosłych. Dorosłych, którzy pewne rzeczy (choćby zatęchłe uprzedzenia…) sprzedają młodzieży jako dane. Zapominając, iż ta w pewnym wieku ma naturalną – i kardynalną do zaspokojenia! – potrzebę pytania. I to bynajmniej nie o motylki i kwiatuszki…

Tomasz Daniel Dobek
czwartek, 24 kwietnia 2008 

Print Friendly, PDF & Email