MAŁGORZATA KAROLINA PIEKARSKA

pisarka, dziennikarka

Keine grenzen

Jedno życie masz, komu dasz ten kwiat? / Nie idź za rzekę zginiesz tam / komu dasz ten kwiat? Życia swego kwiat? / kiedy zza rzeki padnie strzał? / ludzie nie gińcie wy ocalicie świat / ludzie ludzie szkoda was. To wojna zginąć ma!

Tej piosenki nauczyłam się kiedyś w harcerstwie. Dziś uparcie brzęczy mi w głowie, gdy tylko włączam radio i słyszę kolejne doniesienia o zbliżającej się wojnie w Iraku. Gdy pisze te słowa mówią, że wybuchnie lada dzień. Jak będzie wyglądał świat, gdy tekst ukaże się drukiem?

W moim domu o wojnie mówiło się od zawsze. Może dlatego, że gdy wybuchła tata miał 6 lat? 1 września spędził pół dnia na nocniku. Na Warszawę leciały bomby, a on obejmował za grzywę konika na biegunach i trząsł się ze strachu. Opisał to w swojej książce z czasów wojny. A także to jak dostał maskę gazową i leżała u niego w łóżku na poduszce koło pluszowego misia. O wojnie mówiło się też dlatego, że ojca brat zginął w powstaniu. Miał 16 lat. Tyle co większość czytelników Cogito. Był 7 września 1944 roku. Gdyby nie wojna pewnie siedziałby w szkole i strzelał z procy do koleżanek. Ale był w oddziale żandarmerii AK u majora Barry`ego. Szedł do szturmu. W tym miejscu, gdzie dziś stoi Pałac Kultury dostał w głowę, a potem w piersi. Koledzy wciągnęli go do bramy, ale dowódca krzyknął: „Rzućcie to ścierwo! Do szturmu skurwysyny! Do szturmu!” Tata zawsze mówił, że Antek chyba nigdy nie całował się z dziewczyną.
Maćka urodziłam w niedzielę 15 sierpnia. To rocznica cudu nad Wisłą, dzień Wojska Polskiego, urodziny Napoleona. Kiedy tata przyszedł do mnie do szpitala popłakał się. Myślałam, że ze szczęścia, że ma wnuka, którego nazwałam jego imieniem. Ale tata powiedział, że … ze strachu. Bo to czego boi się najbardziej to wojna. I tego, że Maciek zostanie kiedyś żołnierzem i nie daj Boże zginie. Na razie Maciek ma dopiero 9 lat, ale gdzieś tam w krajach bliskiego i dalekiego wschodu giną takie dzieci. Można je bowiem wykorzystywać w czasie działań wojennych. Choćby do noszenia meldunków. Właśnie to robił w Powstaniu mój tata. Plus jeszcze coś. Znacznie gorszego. Jego bronią była łopata. Kopał nią groby dla swoich rówieśników, lub trochę mniejsze dołki, by zakopać w nich świeżo amputowane kończyny dzieci jeszcze mniejszych od siebie. Umierając nieprzytomny meldował dowódcom. No i prosił o pistolet, którego nigdy nie dostał.
Nienawidzę wojny. Pewnie dlatego pacyfistyczne przekonania dość szybko trafiły do mnie. Miałam pokój obwieszony pacyfkami. Wyczytałam bowiem gdzieś, że to znak, który narysowało palcem na piasku umierające dziecko z Hiroszimy. No i 30 razy oglądałam musical „Hair” nakręcony przez Milosza Formana. Do dziś pamiętam z tego filmu okrzyk z manifestacji pokojowej protestującej przeciwko wojnie w Wietnamie: „Chodzi o to, że biali chcą wysłać czarnych na wojnę z żółtymi o ziemię, którą zabrali czerwonym!”.
Dla wielu z nas ta wojna, która ma wybuchnąć teraz wydaje się tak samo odległa jak ta, która od kilkudziesięciu lat toczy się w Izraelu i strefie Gazy. Ale przecież do Iraku mają pojechać nasze wojska.
Dziś, gdybym była osobą cieszącą się publicznym i powszechnym zaufaniem, chętnie powtórzyłabym akcję Johna Lennona i jego żony Yoko Ono lub zorganizowałabym jakiś inny protest. Choć wiem, że pewnie nie odniosło by to żadnego skutku. Ci, którzy podejmują decyzję o działaniach wojennych mają gdzieś opinię publiczną. Lennon i Yoko nazwali swoją akcję „Bed-in”. Zamknęli się w domu i przez kilkadziesiąt dni nie wychodzili z łóżka. W pościeli przyjmowali wizyty znajomych i dziennikarzy. Nawet tych z kamerami telewizyjnymi. Akcji towarzyszyło hasło: „Make love not war”. Wtedy też powstała piosenka „This is Christmas / war is over”, która co roku w okolicach Gwiazdki puszczają wszystkie stacje radiowe. Lennon napisał wiele pacyfistycznych protest songów. Dla mnie najpiękniejsza była zawsze ballada „Imagine”, niosąca przesłanie, że gdy wszyscy zjednoczą się w idei pokoju świat będzie wolny od wojny. Utopia prawda? Ale wiele bym dała, by stała się prawdą.
W muzyce polskiej też powstało wiele pacyfistycznych piosenek. Ale nie teraz. Bo „Keine grenzen” śpiewane przez Ich troje to bardziej hymn na cześć Unii Europejskiej. Dlatego mam wrażenie, że ciągle żyjemy w świecie złudy. Myślimy, że wojna w Iraku jest od nas bardzo daleko. Aż chce się spytać. „Dlaczego?” przecież świat już dawno się skurczył, a granice najodleglejszych krajów przesunęły się i są w zasięgu kilkunastogodzinnego lotu samolotem. A to właśnie samolot rzucił kiedyś bombę na Hiroszimę. I co z tego, że ponoć tam narodziła się pacyfka? Skoro kilkadziesiąt lat po tych wszystkich najgorszych doświadczeniach XX wieku ludzkość nie wyciągnęła żadnych wniosków?

COGITO 6/2003 (193)

Print Friendly