MAŁGORZATA KAROLINA PIEKARSKA

pisarka, dziennikarka

22 listopada 2017
by Małgorzata Karolina Piekarska
0 comments

Zapraszam do Gdyni

Cafe Księgarnia Vademecum prowadzi cykl warsztatów literackich „Dzieci piszą”, który co roku wzbogaca spotkanie autorskie. Tym razem gościem będę ja i wraz z organizatorem zachęcam do spędzenia ze mną popołudnia, zaraz po prowadzonych warsztatach w sobotę (2 grudnia) o godz. 15:00 w Cafe Księgarni Vademecum.

Kiedy? 2.12.2017 (sobota), godz. 15:00
Gdzie? Cafe Księgarnia Vademecum w Gdyni, ul. Świętojańska 5-7

Małgorzata Karolina Piekarska – Jest autorką takich książek jak: „Klasa pani Czajki”, „LO-teria” czy wydanych ostatnio „Czucie i wiara czyli warszawskie duchy” oraz „Syn dwóch matek”. Urodzona w 1967 r. w Warszawie. Pisarka, dziennikarka prasowa i telewizyjna. Od 1996 roku współpracuje z TVP, a w latach 1994-2006 z dwutygodnikiem Cogito. Publikowała też na łamach Victora gimnazjalisty. Od 2014 jest prezesem Oddziału Warszawskiego Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. W 2004 roku jej książka „Klasa pani Czajki” trafiła na listę bestsellerów tygodnika Wprost w kategorii „Dla dzieci i młodzieży”, stając się jedyną pozycją polskiego autora. Fragmenty powieści znalazły się w kilku podręcznikach do języka polskiego.

Spotkanie poprowadzi Agnieszka Zadrożna.

27 października 2017
by Małgorzata Karolina Piekarska
0 comments

Wywiad w najnowszym “Mieszkańcu”

Adam Rosiński z “Mieszkańca” przeprowadził ze mną wywiad z okazji obchodzenia przeze mnie 30-lecia pracy twórczej. O co pytał? Co odpowiedziałam?

„Mieszkaniec” rozmawia z Małgorzatą Karoliną Piekarską, pisarką, blogerką, dziennikarką prasową i telewizyjną, dokumentalistką, varsavianistką. Jest szefową Oddziału Warszawskiego Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Nasza redakcyjna koleżanka, która w tym miesiącu świętowała 30-lecie pracy twórczej.

– Akcja części Twoich książek dzieje się na Saskiej Kępie. Skąd się wzięłaś w tej części Warszawy?

– Przed wojną moja rodzina miała w Warszawie kilka domów. Tu na Saskiej Kępie wszystkie były skupione wokół drewniaka na Walecznych, bo to dom moich prapradziadków Przybytkowskich, a babcia się tam urodziła. I w jednym z tych domów teraz mieszkam. Wybudowała go przed wojną moja prababcia Leokadia Karolina z Przybytkowskich Adamska, ale po wojnie zasiedlili go obcy ludzie. Objęto go zresztą kwaterunkiem. I tacie udało się odzyskać dostęp do jednego mieszkania dopiero w 1989 roku. Nie było wcale łatwo. Dzielnica piętrzyła wtedy niesamowite trudności, żądała stosu dokumentów potwierdzających nasze prawa do tego domu, bo oficjalnie wszystko było na prababcię, która nie żyła od 20 lat. Na dodatek lokatorka, która zajmowała wcześniej mieszkanie rodziców, zdewastowała pomieszczenia – podłoga była pozrywana, zdemontowane krany, umywalki, a nawet kaloryfery. Ja wprowadziłam się tutaj dopiero dziesięć lat później, po śmierci rodziców.

– Użyłaś słowa „dokumenty”. Zazdroszczę Ci, bo odnoszę wrażenie, że masz niesamowite szczęście pozyskiwania i obcowania z archiwaliami. Ma to zresztą odzwierciedlenie w „Zaułkach historii” publikowanych na łamach „Mieszkańca”. Skąd to szczęście?

– Budowa domu na Kępie zakończyła się w 1939 roku i moja rodzina nie zdążyła się do niego przeprowadzić. Została na Sadybie Oficerskiej w bloku, który nie doświadczył większych zniszczeń w czasie wojny. Przetrwało więc sporo dokumentów i innych materiałów. Po wojnie, jak dalsza rodzina zobaczyła, że tego typu rzeczy bardzo interesują mojego ojca, to po prostu wszyscy przekazywali mu kolejne dokumenty i pamiątki. Po jego śmierci ja przejęłam tę rolę i tak się dzieje, że co jakiś czas dostaję i przywożę do domu pudła z archiwaliami, które inni mogą uznać za bezużyteczne, a dla mnie mają nieocenioną wartość.

– Chętnie się dzielisz treścią zgromadzonych materiałów. Nawet tych bardzo prywatnych…

– Tak, bo zawsze ktoś może z tego wyciągnąć coś dla siebie. Poza tym uważam, że nie należy przesadzać z tajnością dokumentów życia społecznego. Nie wydaje mi się, że upublicznienie listów sprzed stu lat, listów ludzi, którzy już dawno nie żyją, ba, ich dzieci dawno nie żyją, a ja jestem ich prawnuczką, bolało kogokolwiek, skoro nie boli mnie. A to są dokumenty, które pokazują, jak wtedy wyglądał świat, jak żyli ludzie, czym się interesowali, co było dla nich ważne, jak wyglądała wtedy miłość…W 2013 roku, jeszcze jak pracowałam w telewizji, założyłam portal genealogiczny. Widziałam, jak koledzy śmiali się po kątach, że robię coś, z czego nie ma pieniędzy. Teraz ten portal ma ponad trzy i pół miliona wejść, a materiały na nim zamieszczone są wykorzystywane przez wielu historyków w publikacjach naukowych.

– Skąd wzięła się u Ciebie pasja do pisania?

– To się zaczęło w wieku ośmiu lat. Zresztą dość niefortunnie. Lubiłam wymyślać różne historie, bo były częścią zabaw lalkami czy samochodami. Raz, w szkole, na lekcji pani spytała, kto opowie bajkę. Zgłosiłam się. Chciałam, żeby wszyscy uwierzyli, że jest to prawdziwa bajka, a nie zmyślona przeze mnie. Ale nie umiałam jej skończyć, bo wymyślałam jak zawsze na poczekaniu. Koledzy śmiali się ze mnie, że nazmyślałam, więc stwierdziłam, że przed opowiedzeniem innym trzeba to zapisać. Potem zaczęłam pisać wierszyki, a gdy miałam dziesięć lat – pamiętnik. Dwa lata później napisałam horror i pokazałam go swojej nauczycielce, pani Czajce. Uznała, że jest dość ciekawy.

– No tak, ale od tego jeszcze daleko do prawdziwego pisania…

– Gdy nie dostałam się na studia, tata pokazał mi ogłoszenie, że Staromiejski Dom Kultury prowadzi nabór na warsztaty literackie. Zgłosiłam się. Ku mojemu zdziwieniu zostałam przyjęta. Potem się okazało, że do sekcji prozaików przyjęto tylko trzy osoby z dwustu chętnych.

– Wspomniałaś o pani Czajce – „Klasa pani Czajki”, jest najbardziej znaną Twoją pozycją. Z czego wynika jej popularność?

– To zbiór krótkich opowiadań, z których każde jest osobną historią. One, oczywiście, łączą się w całość, ale każde opowiadanie opisuje jeden problem, który można omawiać na lekcji. To spowodowało, że po tę książkę chętnie sięgają zarówno dorośli, jak i młodzież.

– Twoi bohaterowie dorastają razem z autorką i czytelnikami – sześć lat po tej pozycji wydałaś „LO-terię”…

– Tak, a teraz siedzę nad trzecią częścią. Bohaterowie są już na studiach, ale na szczęście mają młodsze rodzeństwo, więc będzie tam dużo wątków także dla młodszego czytelnika. A wiadomo, że młodsze rodzeństwo potrafi czasami dowalić do pieca…

– Jedna z ostatnich Twoich pozycji – „Czucie i wiara, czyli warszawskie duchy”. Świetnie połączone fakty z fikcją. Akcja każdego rozdziału, właściwie każdego śledztwa, rozgrywa się w innej dzielnicy Warszawy. Ci, którzy przeczytali tę książkę są zachwyceni. Świetna promocja dla miasta i poszczególnych dzielnic…

– To prawda. Niestety, władze dzielnic tego nie dostrzegły. To duże rozczarowanie. Do urzędów dzielnic poszła masa informacji prasowych, do kilku burmistrzów i wiceburmistrzów pisałam osobiście, ale zainteresował się tylko Ursus. Szkoda.

– Od lat współpracujesz z „Mieszkańcem”…

– Tak, i bardzo sobie tę współpracę cenię. Gdy jeżdżę po całej Polsce na spotkania autorskie, to czytam gazety lokalne i porównuję z „Mieszkańcem”. I muszę szczerze przyznać, że w naszej po prostu jest co czytać. W innych gazetach, ja to tak nazywam, jest lokalna władza w bucie, w hucie i na drucie. Na zdjęciach rąsia, buźka, goździk, klapa, przecinanie wstęgi. Zaś „Mieszkaniec” daje czytelnikowi kawał dobrej lektury.

Źródło: http://mieszkaniec.pl/malgorzata-karolina-piekarska/

Cały numer: http://mieszkaniec.pl/Archiwum/PDF/2017/20.pdf

26 października 2017
by Małgorzata Karolina Piekarska
0 comments

Dyplom w ręku

Dziś odebrałam dyplom Wytwórnia Scenariuszy- Script Factory. Chciałam więc w tym miejscu podziękować moim nauczycielom: Panu Prof. Markowi Hendrykowskiemu, opiekunom grupy Panu Maciejowi Karpińskiemu i Panu Sławomirowi Fabickiemu, a także wszystkim pozostałym wykładowcom oraz kierownikowi studia Panu Michałowi J. Zabłockiemu za cierpliwość, poświęcony czas i wszystkie uwagi.
Nauka trwała dwa lata i wiele się przez ten czas nauczyłam. Jedno jest pewne: poprzeczkę zawieszono wysoko, bo uczono jak pisać scenariusze filmów ambitnych.
Czy byłam pojętną uczennicą? Trudno mi to ocenić. Starałam się jak mogłam.
Scenariusz, który napisałam na zaliczenie będzie przeze mnie jeszcze na pewno dopracowywany. Muszę na swoją pracę spojrzeć z dystansem, a to wymaga czasu.

23 października 2017
by Małgorzata Karolina Piekarska
0 comments

10 numer Magazynu Literackiego „Książki” już do kupienia

Nowy numer Magazynu Literackiego “Książki” już w kioskach, a w numerze:

Recepta na szczęście

Tradycyjnie na jesieni redakcja „Magazynu Literackiego KSIĄŻKI” ogłasza wyniki rankingu najlepszych w Polsce drukarń dziełowych. Już po raz czternasty poprosiliśmy wydawców o ocenę współpracy z rodzimymi zakładami drukarskimi. W odpowiedzi otrzymaliśmy 117 głosów oddanych na 28 drukarń. „Dla wydawcy, który przykłada dużą wagę do jakości swoich publikacji, we współpracy z firmami poligraficznymi niezwykle ważne są takie czynniki jak jakość, terminowość, wzajemne egzekwowanie ustalonych warunków oraz możliwość bezproblemowego dialogu” – wypowiedział się jeden z ankietowanych. Wszystkie te warunki, jak zapewnił, spełnia drukarnia, która zwyciężyła w naszym rankingu

Przesiane przez pamięć

Przez trzy miesiące pracowałam w „Nowej Kulturze”, ale dziennikarskiego bakcyla połknęłam w popołudniówce powołanej do życia wkrótce po Październiku. Trafiłam do tej gazety za sprawą pisującego tam przyjaciela Ojca, poety Żagarysty Jerzego Zagórskiego. Terminowałam w kolejnych działach, ale szybko zacumowałam – wraz z pozostałym narybkiem: Ewą Boniecką oraz Stefanem Drabarkiem – w dziale „Kultura”, prowadzonym przez Leona Janowicza, mającego za sobą konspiracyjną przeszłość w wileńskiej AK, „uhonorowaną” pobytem w łagrze. Zresztą redakcję pisma współtworzyły osoby z podobną przeszłością. Byliśmy bardzo zintegrowani. Po pracy nierzadko ruszaliśmy w miasto. Trasę zazwyczaj wyznaczał Andrzej Roman z redakcji sportowej, bywalec i znawca stołecznych knajp – z Kirą Gałczyńską rozmawia Tomasz Zbigniew Zapert

David Almond – realizm magiczny dla młodych

Czy można pisać książki, które będą przyciągające, niepokojące i fascynujące dla dzieci i młodzieży, jak niegdyś latynoski magiczny realizm przyciągał rzesze dorosłych czytelników? Każdy, kto chciałby sprawdzić, czy taka możliwość istnieje, powinien zapoznać się z twórczością Davida Almonda. Jeszcze lepiej jednak byłoby oddać jego powieści właściwym adresatom – dzieciom… starszym i młodszym – sylwetkę brytyjskiego pisarza przybliża Michał Zając

Książki miesiąca

  • „Blizna” Danuty Chlupovej
  • „Zadry” Dominika Rutkowskiego
  • „Opowieści na dobranoc dla młodych buntowniczek” Eleny Favilli i Franceski Cavallo
  • „Imigranci u bram” ks. prof. Waldemara Cisło

Proponujemy także

  • Wydarzenia
  • Relacja z benefisu Małgorzaty Strzałkowskiej
  • Bestsellery z komentarzem Krzysztofa Masłonia
  • Książka zaczyna się od okładki – książki dla dzieci poleca Anna Czarnowska-Łabędzka
  • Fragment książki „Nie gaście tej lampy przy drzwiach…” Kiry Gałczyńskiej
  • Między wierszami – felieton Tomasza Zaperta
  • Na-molny książkowiec – felieton Tadeusza Lewandowskiego
  • Co czytają inni – felieton Grzegorza Sowuli
  • Dusza zaklęta w książce – felieton Małgorzaty Karoliny Piekarskiej
  • Recenzja na dwa głosy – 0 nowej książce Davida Lagercrantza piszą Grzegorz Sowula i Łukasz Gołębiewski
  • Recenzje

18 października 2017
by Małgorzata Karolina Piekarska
0 comments

Jak było na moim jubileuszu?

Pozwolę sobie zacytować relację ze strony Rynek-książki.pl, bo wiernie opowiada wszystko tak, jak było.

“Zaczęło się od dwunastu stron”

Pisać chciała od… zawsze. Pierwsze bardzo krótkie opowiadanie opublikowała jako 15-latka w „Świecie Młodych”.  Nosiło tytuł: „Klasa o profilu rozwlekłym i poskręcanym” i było podpisane tajemniczo – Małgorzata P.  Była uczestnikiem Warsztatów Literackich przy Staromiejskim Domu Kultury. Tam „odkrył” ją Andrzej Żmuda. W grudniu 1987 roku ukazało się wydanie miesięcznika społeczno-literackiego „Okolic” z opowiadaniem Małgorzaty Karoliny Piekarskiej „Dwanaście stron prezentuje”. Autorka miała wówczas 20 lat. Dziś dorobek pisarki i dziennikarki obejmuje dziewięć tytułów: „Wzrockowisko” (Inrock 2002), „Klasa pani Czajki” (wydania w trzech różnych polskich oficynach Aga-Press 2004, Nowy Świat 2008 i Nasza Księgarnia 20016, wydanie ukraińskie 2012 oraz audiobook Biblioteka Akustyczna 2015), „Dziewiętnastoletni marynarz” (Finna 2005), „Tropiciele” (Nowy Świat, Bellona, Nasza Księgarnia i wersja audio), „Dzika (Nowy Świat 2006, Nasza Księgarnia 2009), „LO-teria” (Nowy Świat 2010, Nasza Księgarnia 2017, audiobook Biblioteka Akustyczna 2017), „Kurs dziennikarstwa dla samouków” (Biblioteka Analiz, 2014),  „Czucie i Wiara, czyli warszawskie duchy” (LTW, 2015), „Syn dwóch matek” ( 2016). Przez wiele lat współpracowała z TVP, gdzie emitowane były jej reportaże, z dwutygodnikiem „Cogito”. Regularne pisuje do „Kwartalnika Literackiego Wyspa” i „Magazynu Literackiego KSIĄŻKI”. Ma na swoim koncie także sztuki teatralne.

17 października – w swoje imieniny – w Domu Literatury w Warszawie pisarka świętowała 30-lecie pracy twórczej. Miejsce jest nieprzypadkowe, bowiem to tu ma swoją siedzibę Stowarzyszenie Pisarzy Polskich Oddział Warszawski, którym Małgorzata Karolina Piekarska od 2014 roku kieruje. Z okazji jubileuszu list gratulacyjny przekazał wiceprezes Stowarzyszenia Jacek Moskwa, w którym wyraził zdziwienie, że to już tyle lat minęło od jej debiutu oraz radość, że to właśnie ona piastuje stanowisko prezesa zarządu Oddziału Warszawskiego SPP. Wśród zasług wymienił m.in.  to, że udało jej się odbudować relacje między władzami Stowarzyszenia a jej członkami oraz między samymi osobami zrzeszonymi w tej organizacji, a także uruchomić pomoc prawną dla pisarzy i zainicjować wydawanie bezpłatnego czasopisma „Podgląd”. Na koniec życzył dalszych sukcesów.

Bohaterka wieczoru w rozmowie z Iwoną Smolką wspominała swoje początki na literackiej drodze. Opowiadała też o swoich książkach, o Saskiej Kępie, o krewnych i przodkach (jej pasją jest genealogia, prowadzi blog Piekarscy.com.pl) i rozmaite anegdoty, których licznie zgromadzona publiczność słuchała z przyjemnością.

– Małgorzata Piekarska prowadzi twórczość bogatą i różnorodną. Ale zawsze bohaterką jej wszystkich książek jest Warszawa – zauważyła Iwona Smolka. – Uwielbiam to miasto, nie wyobrażam sobie życia poza nim – dodała autorka. Pytana o to, po co pisze książki dla młodych odpowiedziała: – Piszę książki, które przygotowują do czytania poważniejszych lektur, kształtują czytelnika. Przecież nikt nie zaczyna sięgać po książki dopiero w dojrzałym wieku, np. po dzieła Prousta. Wcześniej, w latach dziecięcych i młodzieńczych, ma do czynienia z lekturami innego rodzaju. Staram się kształtować czytelnika. Książka ma dawać przyjemność, ale i skłaniać do refleksji.
O tym jak Piekarska pisze dla młodego odbiorcy uczestnicy spotkania mogli przekonać się, wsłuchując się we fragmenty powieści młodzieżowych czytanych przez wybitnego lektora Janusza Zadurę.

Redakcja „Magazynu Literackiego KSIĄŻKI” i „Kwartalnika Literackiego Wyspa” gratuluje pięknego jubileuszu i życzy nieustającego zapału w realizacji zamierzeń i ambitnych planów!

Źródło: http://rynek-ksiazki.pl/aktualnosci/zaczelo-sie-od-dwunastu-stron/

zdjęcia niżej: fot. SPP

Zdjęcia niżej: fot. Igor Strojecki