MAŁGORZATA KAROLINA PIEKARSKA

pisarka, dziennikarka

Klapki na nogach, uszach i oczach

Czemu u nas ocenia się ludzi po ubraniu? Podczas tych wakacji zadawałam sobie te pytania co najmniej sto razy, a może i więcej?

image008Przyleciał do mnie mój ukochany, który studiuje w Nowym Jorku. Tam nikt nie patrzy na to w co się ubierasz. Nie jest też tak, że twój strój świadczy o tym jakiej muzyki słuchasz. A u nas?
W lipcowy dzień mój Daruś ubrany w dres wybrał się do Centrum. „Bo w Nowym Jorku wszyscy tak chodzą! Oj nie przesadzaj Miśku nikt mnie za dresiarza nie weźmie” – cytaty dosłowne! Stwierdziłam, że się nie wtrącam. Jak się nie wywrócisz to się nie nauczysz! Bęc! Tyle, że ja polazłam do WOTu, a Darek po ciastka do cukierni, no i… Nie tylko wzięto go za bandytę (obrotnego członka mafii, bo dresik to był jakiś markowy), obserwowano na parkingu czy nie wybija na porcelankę szybek w samochodzie, a w cukierni nie chciano wydać reszty ze stu złotych. Nie! Musiał biedny biegać rozmieniać, stówkę brano pod ultrafiolet i przepuszczano przez skomplikowane badania z pluciem na znak wodny włącznie. To jeszcze na dodatek! Jakby tego było mało, moje sąsiadki z podwórka poinformowały inne sąsiadki, że do mnie przyjechał dresiarz i … fan disco polo, a ten biedaczyna przywiózł ze sobą płyty Offspring i Van Halen, a gdy w radio leciał Ricky Martin twierdził, że Ameryka oszalała do tego stopnia, iż miał cichą nadzieję, że chociaż tutaj odpocznie od portorykańskiego półboga! Z Centrum wracaliśmy do domu niemalże na sygnale, gdybym miała koguta na magnes to z pewnością musiałabym go użyć, bo Darek musiał się natychmiast przebrać! Dres nie tylko poszedł na dno walizki, ale Darek nie chciał nawet słyszeć tego słowa, wściekał się gdyśmy w żartach mówili do niego „dresiarz” i nad morzem, gdzie ów dres, zwłaszcza wieczorami, bardzo by się przydał Darek chodził w dżinsach. Zresztą od owego pamiętnego wystąpienia w dresie, ilekroć się w coś ubierał to się mnie pytał czy nie wygląda jak za przeproszeniem waszym „cwel”.
Na polu campingowym w Dębkach naprzeciwko naszej przyczepy campingowej stał namiot z młodymi laskami, które patrzyły na mnie z pogardą i głośno skrytykowały moje zielonożółte plażowe klapki. Wiecie: rasowy rockman – czytaj: „dobry człowiek” – chodzi na plażę w glanach! One tak chodziły i nawet widziałam jak w czasie wielkiego upału jedna z nich zdjęła te glany, po czym siadła przed namiotem i naklejała na nogi plastry w dużej ilości! Ale zmieniły stosunek do mnie, kiedy któregoś dnia z przyczepy dobiegło ich Pearl Jam. Po klapkach sadziły, że słucham czegoś czego słuchają ludzie „gorsi”. Zasłyszane bowiem przeze mnie zdanie brzmiało: „po klapkach sadziłam, że z nią jest gorzej, a tu proszę jak miło! Klapki ma a Eddiego słucha!” Te laski zaprzyjaźniły się zresztą na krótką chwilę z długowłosymi chłopcami z namiotu obok, ale po pierwszym wspólnym wypadzie na plażę owa przyjaźń prysła. Długowłosi młodzieńcy określeni zostali przez owe laski „dyskomułami”. Skąd wiem? Podsłuchałam rozmowę pod prysznicem w umywalni na polu. Swoją drogą ciekawych rzeczy można się tam dowiedzieć. „Jak dysko słucha to głupi, bo tylko głupi słucha dysko”. Od razu to zdanie skojarzyło mi się z cytatem z filmu „Miś”: „To pijak i złodziej, bo każdy pijak to złodziej!”
A ostatnio … weszłam do małego prywatnego sklepu muzycznego w centrum Warszawy. Chciałam zobaczyć czy jest coś z polskich nowości wydanych przez malutkie niezależne firmy fonograficzne. Zdążyłam tylko zadać pytanie „czy jest coś z nowości…” gdy przede mną na ladzie wylądowała kaseta z zespołem M2, jest to duet fortepianowy. Spojrzałam na swoje odbicie w szybie i zaczęłam się zastanawiać czemu sprzedawca podał mi właśnie to? Pisałam wam kiedyś, że ubieram się w zależności od zadania, jakie mam do wykonania. Tego dnia wracałam z Sądu, więc miałam na sobie długą spódnicę w wielkie kwiaty i letni żakiecik, a na nogach tenisówki z płótna. Doszłam do wniosku, że najwyraźniej tak chodzą ubrani słuchacze muzyki poważnej skoro płytę z taką muzyką podsunięto mi pod nos.
Kiedy kilka miesięcy temu głośno było o konflikcie w TSA (kolejnym już zresztą) usłyszałam od jednego gościa, że Marek Piekarczyk i Andrzej Nowak są rockmanami, bo … wyglądają jak rockmani. Czyli rockmanem jest ten kto odpowiednio wygląda? Niby, że ma długie włosy nosi skórę i lubi Harleya. Jazzman ma bródkę i czarny golf, a bluesman to taki co jest pomiędzy rockmanem a jazzmanem. Zaś disco polo wiadomo – dres! No i co? Kim wy jesteście? A jak was odbierają?
I tylko obrazoburczo pewnie dla niektórych pytam: a jeśli ktoś jest na przykład ciężko chory i większość życia spędza w łóżku? To co? Czy będziemy go sądzić po rzuciku piżamki? Że jak w „Pszczółkę Maję” to fan Zbigniewa Wodeckiego, bo prawdziwy fan rocka to by sobie załatwił piżamę w kolesi typu „Beavis i Buthead”, bo piżam z Metallicą się chyba nie robi, ale … może jest to pomysł? No i do tego (tu się rozmarzyłam) pościel w odpowiedni rzucik, której reklamę obowiązkowo zamieści „Metal Hammer”. Zaś dla fanów piosenki poetyckiej poduszka w drobny wzorek z rysunkami z clipu „Cicho-sza” Grzegorza Turnaua poparta reklamą zamieszczoną w naszym „Cogito” obok stron Darka Nerkowskiego. A wszystko po to, by nawet piżamą i pościelą pokazywać czego słuchamy.
A czy niewidomi też mają na ubraniach wypisane to czego słuchają? Czy naprawdę idąc na plażę w klapkach na nogach to mam je jednocześnie na oczach, a zwłaszcza na uszach? I tylko tak naprawdę mój Daruś jest biedny. Znienawidził swój ulubiony dres.

Cogito nr 15/99 (118) – 27 września 1999

Print Friendly