MAŁGORZATA KAROLINA PIEKARSKA

pisarka, dziennikarka

Moda na sukę!

Po moim felietonie o hip-hopie napisała do mnie Asia. Że nie lubi tej muzyki, a dziś zapanowała na nią moda i dookoła wszyscy tego słuchają. Ona zaś ze swoim zamiłowaniem do rocka czuje się wyalienowana.

Gdy we Włoszech zaczynał się renesans, a było to na początku XIV wieku w Polsce był trwał w najlepsze Gotyk. Różnica kulturowa między Włochami a Polską wynosiła wówczas prawie 200 lat. Polska była zapóźniona w stosunku do zachodu przez całe wieki. Po raz pierwszy na dobre zaczęła go doganiać dopiero w czasach stanisławowskich, ale te przecież trwały zbyt krótko.

Nad tym po co jest moda zastanawiałam się wielokrotnie. Pierwszy raz miało to miejsce, gdy pojechałam na wakacje na wieś. Było to po ukończeniu ósmej klasy. Wieś leżała na Zamojszczyźnie i odwiedziłam tam rodzinę stryja. To nie był taki prawdziwy, rodzony stryj. W czasie wojny moi dziadkowie wzięli na wychowanie chłopca z sierocińca. Miał 3 latka i nic nie mówił. Był jednym z tysięcy dzieci Zamojszczyzny przeznaczonym na zagładę. Zamiast do Oświęcimia trafił do trochę zwariowanej rodziny Piekarskich. Mniej więcej po roku udało się ustalić jego tożsamość i imię – Jan. Po wojnie zgłosiła się po niego jego rodzona matka i zabrała z powrotem na zamojską wieś. Choć Janek spędził z moim tatą 3 lata swego życia Ojciec uważał go za swojego brata. Dlatego ja mówiłam do niego „stryju”. Bardzo się cieszyłam, że ma dzieci mniej więcej w moim wieku. A zwłaszcza, że ma córkę – rok ode mnie młodszą Elę.

Dlaczego ta pierwsza tak długa wizyta na wsi sprawiła, że zaczęłam zastanawiać się właśnie nad modą? Ela ciągle mnie wypytywała: „Czy w Warszawie nosi się karbowane chusteczki? U nas są najmodniejsze.” A ja nie miałam zielonego pojęcia o karbowanych chusteczkach na szyję. Wydawało mi się, że jeśli ktokolwiek cokolwiek takiego nosił to … przed moim narodzeniem. A może w ogóle? Chętnie słuchałam Perfectu, choć nie był moją ulubioną kapelą, a Ela tkwiła jeszcze w Africu Simonie, bo to śpiewał jej cioteczny brat. No i lubiła Urszulę Sipińską, choć wtedy triumfy zaczynała święcić zgoła inna Urszula. A przecież na wieś położoną koło Starego Zamościa docierała i telewizja i radio i prasa. Jednak tam trendy w modzie rozprzestrzeniały się wolniej. Jakby 300 kilometrów równało się 20 lat. Niby to postęp w stosunku do czasów włoskiego renesansu i polskiego gotyku, ale nadal była to jakaś różnica.

Dziś niby przybyło nam jeszcze jedno medium jakim jest internet, ale nadal są różnice. Modę w środowiskach dyktuje otoczenie. To dlatego nikt w małej wioseczce nie będzie nosił ciuchów z kolekcji Armaniego, bo będzie odludkiem. Nikt nie będzie samotnie słuchał Patrici Kaas, kiedy wszyscy wokół wybrali hip-hop. Albo hip-hopu, gdy otaczają go miłośnicy grunge`u. A kiedy już tego słucha, to tak jak Asia czuje się wyobcowany. Bo trzeba wielkiego samozaparcia, by przeciwstawić się ciasnemu środowisku i wbrew niemu jako jedyny nosić kapelusz w czasach kultu czapki z daszkiem i juniorki, gdy dookoła królują buty nike.

Moda przychodzi zresztą z równych miejsc. Nie zawsze z zachodu. Czasem ze wschodu, jak ostatnio „Tatu”. Pamiętam jak znajomy jeździł do NRD handlować kurtkami. Śmiał się, że nasze „wieśniackie kurtki”, Niemcy z „enerdówka” brali jako wieeeelki krzyk mody, a przecież był to „syf syfów”. Opowiadał o wyrośniętym chłopaku, który mierzył kurtkę i wydała mu się ona za mała. Znajomy obciągnął mu do dołu rękawy, twierdząc, że „Jetz das ist gut”. Według jego relacji, tę „teraz dobrą” kurtkę Niemiec kupił i odbiegł w podskokach. Zapewne ciesząc się, że ma najnowszy krzyk mody, sprowadzony zza granicy. Na tej i innych modach znajomy wzbogacił się do tego stopnia, że teraz jest właścicielem wielkiego studia graficznego. Znam też ludzi, którzy wzbogacili się na modzie na muzykę disco polo. I takich, którzy zbili kasę na … piratowaniu płyt.

Może dlatego twierdzę, że moda jest w sumie po to, by wyciągnąć od ludzi pieniądze? A ponieważ w zależności od miejsca, czasu i okoliczności modne jest co innego, więc trzeba wielkiego rozeznania by być modnym. Dla mnie jest to niestety zbyt męczące. Latami chodzę w tych samych ciuchach. Słucham takiej muzyki jaka mi się podoba i mam gdzieś, czy jest ona modna.

Wiem, że czasem jednak panuje moda na … walkę z modą! Tak na przykład odbieram walkę z popularnością grupy Ich troje. No bo skoro z jednej strony ich płyty biją rekordy sprzedaży, a wszędzie wokół ludzie mówią, że to kicz to chyba jest to jakaś walka? Kiedyś jedna czytelniczka napisała mi, że Wiśniewski dlatego „czesze taką kasę i kupuje samolot, że jest na niego moda”. Dla mnie korzystanie przez artystów z mody na siebie i zarabianie na tym nie wydaje mi się czymś złym. Przyznam, że w skrytości ducha marzę, by gdzieś zapanowała moda na Piekarską. Nie musiałabym na tej modzie zarobić na samolot, ale na zwykłe rachunki, na których zapłacenie czasem zwyczajnie brakuje mi szmalu.

Niestety dziś ludzie pióra bardziej postrzegani są jako rzemieślnicy niż artyści. Więc raczej nie mam szans. Ale… może zadzwonić do stryja na Zamojszczyznę? W końcu dwadzieścia lat minęło od mojej pierwszej wizyty. Może moda na mnie tam doszła? A może ją tam zapoczątkować? W końcu to w czasie tamtych wakacji na Zamojszczyźnie napisałam swój pierwszy tekst do gazety. A że mój chłop jest policjantem, a policjant to pies, a żona psa to suka, więc będzie to … „moda na sukę!”

COGITO 8/2003 (195)

 

Print Friendly